wtorek, 19 marca 2013

"Wszystkie języki świata" - Zbigniew Mentzel



Książka opisuje dzień z życia Zbigniewa Hintza, warszawskiego mężczyzny w średnim wieku, który z nostalgią wspomina minione lata i dokonuje bilansu życia. Nie zrobił, jak wróżyła mu matka, wielkiej kariery, nawet nie znalazł jeszcze swojej drogi. Mężczyzna uświadamia sobie, jak wiele różni go od ojca, którego właśnie ma zawieźć na pożegnalne spotkanie w ostatnim dniu jego pracy w szpitalnej aptece. Stabilizacja życiowa, stała praca, punktualność, zorganizowanie, nienaganny wygląd to cechy, których niestety nie odziedziczył po ojcu. Wciąż mieszka samotnie w garsonierze na Żoliborzu, nie mówi w obcych językach, nie napisał książki, nie jest sławny. Po latach mężczyzna może stwierdzić, że jest kopią matki – osoby niezorganizowanej, niepoukładanej, chaotycznej. Jego przestrzeń życiowa kurczy się z dnia na dzień, bo pod ścianami przybywa kolejnych numerów gazet, z których trzeba zrobić wycinki ciekawych artykułów. Ciągle jednak brakuje mu samodyscypliny i kolejna próba uporządkowania życiowej przestrzeni kończy się fiaskiem. Podobnie maleje szansa na stworzenie dzieła swojego życia - książki, która zadowoliłaby nieżyjącą już matkę, a jemu dała poczucie spełnienia.

Mężczyzna zastanawia się, dlaczego, mimo wielkich starań matki, wciąż nie udało mu się odnieść życiowego sukcesu. Miał zostać kimś wielkim: pianistą, recytatorem, poliglotą, sławnym dziennikarzem, w końcu pisarzem, lecz ciągle nie potrafi napisać książki. Nie traci jednak nadziei, że kiedyś mu się to uda. Wrażliwy na słowo absolwent filologii polskiej wsłuchuje się w rytm betoniarki, która pracuje za oknem. Dźwięki, które słyszy, przypominają mu biblijną opowieść o wieży Babel i pomieszanych językach, a to prowokuje go do rozmyślań o roli słowa. Olśnienie przynosi mu sen, w którym matka udziela mu ostatniej, zbawiennej wskazówki. Czy z niej skorzysta?

Powieść opisuje także skomplikowane relacje rodzinne. Niespełniona zawodowo matka, która na wojnie straciła miłość swojego życia, nie może się pogodzić z tym, że przyszło jej żyć obok życiowego nieudacznika, bo za takiego uważa męża, który za parę groszy tyra w aptece i nie jest w stanie zapewnić rodzinie dobrobytu. Kobieta wyprzedaje rodzinne pamiątki, aby ułatwić synowi start w dorosłość, ma bowiem nadzieję, że gdy Zbyszek zrobi międzynarodową karierę, pomoże jej się wydostać z obskurnego mieszkania z wielkiej płyty.  

Wszystkie języki świata” to powieść, w której trudno szukać wartkiej akcji. Jest to propozycja dla czytelnika, który lubi drążyć w zakamarkach duszy bohatera i z nim szukać prawdy o sobie. To powieść o odkrywaniu swojej drogi, o trudnym zadaniu określenia swojego miejsca w świecie, o niemocy twórczej, o marzeniach. To także pełna nostalgii opowieść o czasach dzieciństwa w PRL-u, maszynach do pisania, wczasach pracowniczych, sublokatorach w mieszkaniach z „nadmetrażami”. Lektura tej książki jest ciekawą podróżą w czasie i przewodnikiem po ciekawych osobowościach. Warto do niej zajrzeć.

wtorek, 12 marca 2013

"Jaszczur" - Sławomir Shuty


Książkę określiłabym ciężkostrawną porcją zmiksowanych strzępów zdań, powiedzeń, porównań, cytatów i wulgaryzmów, które, w zamyśle autora, miały zdemaskować współczesny rynek wydawniczy. Według mnie jednak powieść głównie odsłania smutną rzeczywistość XXI wieku, znaczonego brudem, smrodem i ubóstwem. Królują w nim wszędobylskie reklamy, chińska tandeta i język prosto z rynsztoka. W takiej rzeczywistości przyszło żyć artyście multimedialnemu - takim mianem określa siebie narrator. Na każdym kroku sfrustrowany własną niemocą twórczą pisarz bluzga na wszystko, co widzi. Gardzi dosłownie każdym przejawem życia, które obserwuje. Narrator wielokrotnie podkreśla swoją rangę, widzi w sobie prekursora nowej sztuki, jednak język, którym opisuje świat i ludzi, jak również jego zachowanie, stawiają pod dużym znakiem zapytania jego rzekomą wartość jako artysty. Bohater może się oczywiście tłumaczyć, że żyje tak, a nie inaczej, bo zmusiła go do tego sytuacja - bezwzględny rynek wydawniczy "wypiął się" na niego, gdy tylko przestał przynosić zyski. Brak środków do życia nie przeszkadza mu jednak w prowadzeniu imprezowego trybu życia z piwem, "ziołem" i przypadkowym seksem w roli głównej. Oczywiście łatwiej jest sępić w knajpach niż przysiąść i uczciwie napisać obiecany felieton, za który mógłby zarobić parę groszy. Ale przecież artysta nie będzie się kalał jakąś szmatławą robotą za marne grosze! Mógłby jednak w tym momencie pomyśleć o setkach ludzi po studiach pracujących za najniższą krajową przy kasach w supermarkecie.

Przez całą niemal książkę przewijają się wątki dotyczące poszukiwań używek i łatwych panien. Temat tak oklepany i przerobiony na tysiąc sposobów w literaturze i filmie, że już ani nie bawi, ani nie wzrusza. Przy okazji autor skompromitował swojego bohatera (w książce nosi on imię i nazwisko samego Shutego), który, gardząc rzeczywistością, gardzi tym samym sobą, bo przecież sam tę rzeczywistość tworzy i w niej z łatwością się zatapia.

Książka broni się jedynie trafnym i barwnym przedstawieniem codziennego życia społeczeństwa XXI wieku. Oczywiście zdecydowanie za dużo w tych opisach wulgaryzmów, które, według mnie, trudno już nazwać środkiem wyrazu artystycznego, no ale to już kwestia gustu. Wiele zaś opisów znakomicie wykorzystuje aluzje i rozmaite cytaty z różnych dziedzin życia. Niestety, im dalej, tym gorzej. Końcowa część utworu jest już zupełnie bezsensownym bełkotem, z którego niewiele można zrozumieć. Narrator-bohater podejmuje próbę wyjścia z marazmu, w tym celu zamieszkuje u niezbyt ładnej, ale za to mającej bogatych rodziców fanki, która ma mu stworzyć warunki do pracy. W jej mieszkaniu  zamyka się na jakiś czas dla świata i tworzy dzieło swojego życia. Kupuje różnorodne pamiątki z czasów dzieciństwa i lat młodzieńczych, by były dla niego inspiracją do stworzenia wiarygodnego dzieła. Dzieło to okazuje się narodową szopką stworzoną na wzór betlejemskiej, jednakże mocną nasyconą polskimi akcentami i chińską tandetą. Miał to być intermedialny projekt z pogranicza kina i teatru. W międzyczasie z coraz bardziej niezrozumiałego bełkotu narracji dowiadujemy się o ciąży dziewczyny.

Wróćmy jednak do głównej, jak sugeruje okładka, problematyki utworu. Ma nią być kompromitacja rynku wydawniczego. Dla narratora jest on bezduszną machiną wyciskającą z artysty ostatnie soki, by na nim zarobić. Póki jego dzieła dobrze się sprzedają, może on liczyć na premie i inne atrakcje, ale gdy tylko zapadnie w twórczy letarg, gdy nie wyrabia się w terminie z nową książką lub gdy wydane działa marnie się sprzedają, zostaje sam bez środków do życia.

Bohater-narrator wykreowany został na cierpiętnika, który został pozostawiony sam sobie. Jego historia w obliczu tego, co obecnie dzieje się na rynku pracy, pewnie niewielu jest w stanie wzruszyć. Rynek wydawniczy nie różni się przecież od jakiegokolwiek innego. Przeciętny Polak przeżywa podobne rozterki na co dzień. Nie znam nikogo, komu by zapłacono za niewykonaną pracę lub za "twórczą niemoc". Spróbujmy przyjść do pracy i na wstępie oświadczyć przełożonemu, że dziś coś nam dolega albo że czujemy się wypaleni zawodowo. Na pewno nas zrozumie i wesprze!

Książka nie jest żadnym odkrywczym dziełem. Odsłania mechanizmy, które od dawna rządzą naszym krajem niemalże w każdej dziedzinie życia i z których już od dawna zdajemy sobie sprawę. Język powieści też pozostawia wiele do życzenia. I nie przekona mnie argument, że to forma artystycznego wyrazu, która ma czemuś służyć. "Jaszczur" wybitnym dziełem, niestety, nie jest, czytanką do poduszki raczej też nie. Mnie nie przekonał.


czwartek, 7 marca 2013

"Włoskie szpilki" - Magdalena Tulli





Rewelacyjna powieść, która z przenikliwością ukazuje, w jaki sposób historia i sytuacja społeczno-polityczna państwa może wpłynąć na więzy międzyludzkie i osobowość człowieka. Wojna, która deformuje ludzkie charaktery i rzeczywistość powojenna, która nie ułatwia powrotu do normalności – oto, z czym zmierzyli się bohaterowie książki. Autorka zrezygnowała z linearnego układu powieści na rzecz luźno powiązanych ze sobą scen, które rozgrywają się w różnym czasie i różnej przestrzeni. Z tych fragmentów czytelnik tworzy historię dwóch rodzin polskiej i włoskiej, które połączone zostały za sprawą małżeństwa głównej bohaterki, byłej więźniarki Oświęcimia, z przystojnym obcokrajowcem.

Tuż po wojnie władza Polski Ludowej za wszelką cenę kazała wrócić swoim obywatelom do normalności: „W tym czasie w kraju rozbierano stare, wypalone dekoracje i pospiesznie ustawiano nowe, do złudzenia przypominające domy, mosty i fabryki. Iluzja realności była nieodparta. Żyło się wśród nich dość spokojnie, zwłaszcza w porównaniu z zamętem, który dopiero co przeminął. Ale nie miały odpowiedniego ciężaru właściwego. Ważyły tyle, co tektura.”. Skoro więc wszystko wróciło do normalności i dążyło do zapewnienia obywatelom dobrobytu, należało też założyć rodzinę, urodzić dziecko.

Wszystko układało się pomyślnie. Kobieta wyszła za mąż i urodziła dziecko, które miało ją utwierdzić w przekonaniu, że wszystko wróciło do normy. Jakież był zaskoczenie, gdy po paru latach to samo dziecko, które było kobiecie potrzebne do celów konspiracji, zaczęło ją dekonspirować. Zresztą stało się niewygodne już w okresie niemowlęcym, gdy nie zachowywało się tak, jak powinno. Miało jeść i spać, ale niestety wrzeszczało po nocach i nieustannie się moczyło. Cóż za zawód! Kobieta miała przecież swoje życie, pracę, uniwersytet, musiała więc udawać, że nie słyszy krzyków, otwierała okno, zamykała drzwi i szła do siebie. Ideę wychowania bez rozpieszczania i hartowania w chłodzie wyznawał także jej mąż, nic więc dziwnego, że po latach dziewczynka miała problemy w nauce, bała się odezwać i była nieustannie poniżana. W dodatku to jej nazwisko odziedziczone po ojcu zza żelaznej kurtyny wzbudzało tylko niechęć otoczenia. Nic więc dziwnego, że któregoś dnia w szkole usłyszała od kolegi: „Cała wasza rodzina jest do spalenia”.

Książka we wzruszający sposób opisuje zmagania dziewczynki, która nie radzi sobie ze swoim życiem, notorycznie się spóźnia na do szkoły, ma problemy z pisaniem i czytaniem, gubi klucze, przez co godzinami marznie na klatce, czekając na rodziców. Niestety, rodzice nie są zdolni do szczerej rozmowy z dzieckiem, punktualnie o 21.15 w pokoju dziewczynki ma zgasnąć światło, bo oni chcą mieć w końcu trochę świętego spokoju. Może gdyby podeszli do niej którejś nocy, przekonaliby się, że dziecko cierpi na bezsenność i dlatego tak marnie funkcjonuje w ciągu dnia.

Matka dziewczynki jest dziś staruszką cierpiącą na chorobę Alzheimera. Opiekuje się nią dorosła już córka, której kobieta jednak nie poznaje. W chorobie powraca do coraz odleglejszych miejsc i dat w swoim życiorysie. Dzięki tym reminiscencjom córka ma w końcu okazję poznać szczegóły z młodzieńczego życia matki i jej rodziny. Dlaczego dopiero teraz? Matka nigdy nie znalazła czasu na szczerą rozmowę z córką, zresztą powojenna rzeczywistość kazała wykasować z pamięci bolesne wspomnienia i budować nową, lepszą przyszłość. Być może teraz córka zrozumie, dlaczego nie zaznała w dzieciństwie miłości. Świat matki runął w czasie wojny, a jej bliscy zniknęli w oświęcimskim kominie. Czy po takich przejściach jej matka mogła normalnie żyć? Na stare lata kobieta przypomniała sobie, że ma dziecko i gorączkowo szuka w pamięci informacji o nim, koniecznie chce je odnaleźć. Czyżby na stare lata odezwały się w niej wyrzuty sumienia?

"Włoskie szpilki" to niezwykle wzruszająca powieść składająca się z siedmiu powiązanych z sobą opowiadań. Jest przejmującą historią opowiedzianą prostym językiem, pozbawionym zbytniego patosu. Pewnie dzięki temu tak głęboko trafia od czytelnika.